Drewno w tkance miejskiej – od dominującego materiału do źródła ryzyka pożarowego
Dlaczego drewno było podstawą zabudowy miejskiej
Przez wiele stuleci drewno było podstawowym materiałem budowlanym w miastach Europy Środkowej i Północnej. Decydowały o tym trzy proste czynniki: dostępność surowca, łatwość obróbki oraz niski koszt wznoszenia konstrukcji. W miastach lokowanych na prawie niemieckim drewno wykorzystywano zarówno do budowy domów mieszkalnych, jak i budynków gospodarczych, murów szkieletowych, stropów, zadaszeń targowisk oraz mostów.
Drewniane były całe kwartały zabudowy: kamienne lub ceglane pozostawały zwykle mury obronne, kościoły, ratusze, ewentualnie nieliczne kamienice przy rynkach. Resztę – zwłaszcza w uliczkach zapleczowych – tworzyły domy szkieletowe, zrębowe, suszarnie, stajnie, spichlerze. Często pod wspólnym dachem funkcjonowała część mieszkalna i warsztatowa, co zwiększało obciążenie ogniowe.
W efekcie miasta zdominowane przez drewno miały ogromny potencjał pożarowy. Gęsta zabudowa, małe odstępy między budynkami, drewniane stropy i dachy kryte łatwopalnymi materiałami powodowały, że ogień mógł przeskakiwać z domu na dom w ciągu minut. Do czasu wprowadzenia pierwszych przepisów przeciwpożarowych taki układ był normą, a nie wyjątkiem.
Warunki życia sprzyjające wybuchom pożarów
Życie w dawnych miastach opierało się na ognisku domowym i rzemiośle. Otwarte paleniska, piece, kuźnie, piekarnie – wszystko to funkcjonowało w bezpośredniej bliskości drewnianych konstrukcji. Do oświetlenia stosowano świece łojowe, olejne lampki, a później lampy naftowe, często ustawione blisko zasłon, belek stropowych czy drewnianych schodów.
Nie istniała też wydzielona, bezpieczna strefa techniczna. Smołowanie beczek, destylacja alkoholu, przechowywanie smoły, żywic i oliw odbywało się w podwórzach, na poddaszach lub w suterenach, w pobliżu mieszkań. Do tego dochodziły drewniane magazyny zboża, składy płótna i wełny – wszystko umieszczone w pionach zabudowy, nad i pod lokalami mieszkalnymi.
Z perspektywy dzisiejszego inżyniera bezpieczeństwa pożarowego cała tkanka miejska była jednym wielkim, łatwopalnym magazynem, a ogień – codziennym narzędziem pracy i życia. Dlatego liczba pożarów obejmujących całe dzielnice nie powinna dziwić; zaskoczeniem może być raczej to, że przez tak długi czas próbowano je opanowywać bez istotnej zmiany technologii budowania.
Typowe cechy historycznej zabudowy sprzyjające rozprzestrzenianiu ognia
W analizie drewna w zabudowie miejskiej kluczowe jest zrozumienie kilku cech historycznego planowania urbanistycznego i konstrukcji budynków:
- Bardzo małe odległości między budynkami – często ściana w ścianę, bez prześwitu, co umożliwiało bezpośrednie przeniesienie ognia przez okna, okiennice, wysunięte gzymsy i balkony.
- Wąskie ulice – ograniczony dostęp dla ekip gaśniczych (w początkowych wiekach – przede wszystkim łańcuchów wiader z wodą), tworzące efekt „komina” dla gorącego powietrza i dymu.
- Dachy kryte gontem, strzechą, dranicą – tworzyły ciągłą, łatwopalną powierzchnię, którą iskry mogły podpalić na dużej odległości.
- Brak wydzielonych klatek schodowych – drewniane schody były jednocześnie drogą ewakuacji i kanałem rozprzestrzeniania się ognia oraz dymu.
- Wspólne ściany i ściany ryglowe – konstrukcje szkieletowe wypełnione gliną lub cegłą działały lepiej niż czyste drewno, ale przy wysokiej temperaturze węgły i słupy konstrukcyjne traciły nośność.
Takie parametry zabudowy powodowały, że pojedynczy pożar rzadko kończył się na jednym domu. Z reguły przechodził na sąsiednie, a często – na całe kwartały. Z tego doświadczenia wyrosły pierwsze przepisy ograniczające stosowanie drewna i nakazujące pewne zachowania prewencyjne.
Wielkie pożary miast jako impuls do regulacji
Spektakularne pożary i ich skutki urbanistyczne
Historia europejskich miast zna szereg katastrofalnych pożarów, które wprost przełożyły się na nowe przepisy budowlane i przeciwpożarowe. Choć w Polsce nie miało miejsca wydarzenie tak symboliczne jak Wielki Pożar Londynu z 1666 roku, to mechanizm był podobny: duży ogień → straty ludzkie i materialne → refleksja władz miejskich → pierwsze ograniczenia drewnianej zabudowy.
Przykładowe, często przytaczane wydarzenia:
- Gdańsk – kilkukrotnie trawiony pożarami w XVI i XVII wieku, co doprowadziło do surowych wewnętrznych regulacji dotyczących dachów i magazynów łatwopalnych.
- Warszawa – częste pożary drewnianych przedmieść i jurydyk na przełomie XVII i XVIII wieku przyspieszyły proces „przesuwania” najuboższej drewnianej zabudowy poza linię szeroko pojętego centrum.
- Kraków – pożary z XV i XVI wieku skłaniały radę miejską do nakładania kolejnych zakazów stosowania gontu w obrębie murów miejskich oraz do systematycznego wprowadzania murów ogniowych.
Każdy taki pożar miał dwie warstwy skutków: moralną (świadomość zagrożenia) i praktyczną (konkretne przepisy). W efekcie powoli kształtował się model miasta, w którym drewno stopniowo wypierano z newralgicznych elementów konstrukcji i z najbardziej reprezentacyjnych rejonów.
Zmiana postrzegania drewna – od błogosławieństwa do zagrożenia
Drewno początkowo było traktowane jako naturalny i oczywisty materiał. Pożary przypisywano przede wszystkim nieszczęśliwemu losowi, burzom, „karze boskiej” lub ludzkiemu niedbalstwu. Z czasem, gdy kolejne pożary pochłaniały nie tylko drewniane domy, ale i murowane świątynie, zbiory dokumentów czy bogate kamienice, zaczęto dostrzegać, że sam sposób budowania sprzyja rozprzestrzenianiu ognia.
Zmieniała się więc także narracja. W kronikach miejskich i protokołach rad pojawiały się wzmianki, że budowanie z drewna „przy ciasnej zabudowie” jest niebezpieczne. Coraz częściej formułowano zalecenia, by w kluczowych miejscach stosować cegłę lub kamień, a dachy pokrywać mniej palnymi materiałami. Nie chodziło wyłącznie o prestiż, ale przede wszystkim o przeciwdziałanie kolejnym katastrofom.
Ta zmiana świadomości tworzyła grunt pod pierwsze systematyczne przepisy przeciwpożarowe: zakazy, nakazy i ograniczenia stosowania drewna w zabudowie miejskiej. Zaczęto regulować nie tylko sam materiał, ale również jego położenie w budynku oraz sposób użytkowania przestrzeni.
Lokalne edykty, wilkierze i „prawo ogniowe”
W średniowieczu i wczesnej nowożytności nie istniało jednolite państwowe prawo budowlane. O kształcie zabudowy decydowały głównie akty lokalne:
- wilkierze miejskie – uchwały rad miejskich regulujące kwestie bezpieczeństwa, porządku i zabudowy,
- edykt królewski lub książęcy – stosowany w większych ośrodkach lub po największych pożarach,
- tzw. ustawy ogniowe – zbiory przepisów koncentrujące się na ochronie przeciwpożarowej.
Często miały one charakter reaktywny: po dużym pożarze rada miejska ogłaszała szczegółowe zasady dotyczące:
- odstępów między budynkami,
- zakazów stosowania drewna w określonych częściach miasta,
- Konkretnych wymagań co do pokryć dachowych, kominów i pieców,
- zasad przechowywania materiałów łatwopalnych.
Z biegiem lat z tych lokalnych rozwiązań wyrastały pierwsze bardziej uniwersalne regulacje, które zaczęły obowiązywać na szerszym obszarze – np. w skali całego państwa czy zaboru.
Techniczne przyczyny łatwopalności drewnianej zabudowy miejskiej
Właściwości fizyczne drewna a zachowanie w pożarze
Drewno jest materiałem organiczno-porowatym, którego głównym składnikiem jest celuloza i lignina. W pożarze przebiega kilka typowych zjawisk:
- suszenie – odparowanie wilgoci przy nagrzewaniu, co obniża pojemność cieplną materiału,
- piroliza – rozkład termiczny, podczas którego powstają gazy palne (w tym tlenek węgla, węglowodory),
- spalanie płomieniowe – zapłon uwolnionych gazów w obecności tlenu,
- zwęglanie powierzchniowe – warstwa zwęglona ogranicza dopływ ciepła, ale zbyt małe przekroje elementów konstrukcyjnych szybko tracą nośność.
W zabudowie miejskiej istotne jest, że małe przekroje (belki, słupy, listwy) mogą ulec osłabieniu i deformacji w stosunkowo krótkim czasie, co prowadzi do zawaleń stropów i dachów. Zawalenie się konstrukcji powoduje rozrzut żarzących się fragmentów, kolejne zniszczenia i wtórne źródła zapłonu.
W budownictwie historycznym często stosowano zbyt smukłe elementy w stropach, szczególnie w późniejszych wiekach, gdy dążono do oszczędności materiału. To zwiększało ryzyko szybkiego zniszczenia ciągłości konstrukcji podczas pożaru.
Gęsta zabudowa i „efekt pieca” w ulicach
Największym problemem nie było samo drewno, lecz to, jak łączyło się z urbanistyką. Wąskie ulice i wysokie budynki z wystającymi kondygnacjami (tzw. nadwieszeniami) tworzyły układ przypominający:
- poziomy komin – z przepływem gorących gazów i dymu wzdłuż ulicy,
- skupione „lustrzane” ściany odbijające promieniowanie cieplne na sąsiadujące fasady.
Jeśli w takim „kanale” znajdowały się elewacje z drewnianymi elementami, okiennicami, gankami i gontowymi dachami, promieniowanie cieplne bardzo szybko podgrzewało materiał powyżej temperatury zapłonu. Ogień mógł więc przeskoczyć ulicę bez bezpośredniego kontaktu płomieni z drewnem – wystarczało promieniowanie i unoszone żarzące się fragmenty dachów.
Pożarów nie ograniczały też ściany działowe wewnątrz kamienic, ponieważ często zawierały:
- drewniane szkielety wypełnione cegłą lub gliną,
- drewniany ruszt pod tynkiem,
- drewniane stropy z podsufitkami z desek i trzcinowych mat.
W efekcie nawet budynki murowane miały wysoki udział drewna w konstrukcji wewnętrznej. Powodowało to rozprzestrzenianie się pożaru przez wnętrza, a nie tylko z zewnątrz po elewacjach.
Instalacje ogniowe, piece, kominy i ich wady
Źródłem wielu pożarów w drewnianej zabudowie były urządzenia grzewcze i kuchenne. W typowym domu miejskim funkcjonowało kilka pieców kaflowych, kuchnia opalana drewnem lub węglem, a do tego piece rzemieślnicze. Problemem była przede wszystkim:
- nieszczelność kominów – dymniki i przewody dymowe przechodzące przez drewniane stropy, słabo izolowane,
- brud sadzowy – nagromadzenie sadzy i smoły powodujące zapłony wewnątrz przewodu,
- iskry i żar – wypadające przez nieszczelności na poddasza i strychy pełne łatwopalnych materiałów.
Z czasem pojawiły się regulacje nakazujące:
- murowanie kominów z cegły,
- oddzielanie przewodów kominowych od elementów drewnianych warstwą niepalną,
- okresowe czyszczenie kominów przez kominiarzy,
- zakazy używania prowizorycznych przewodów dymowych z desek lub gliny na plecionce.
Składowanie materiałów palnych i rola poddaszy
Oprócz samej konstrukcji ogromne znaczenie miało to, co trzymano w budynkach. Mieszczanie wykorzystywali każdy metr przestrzeni – piwnice, komórki, pawlacze, ale przede wszystkim poddasza. Tam trafiały:
- zapasowe belki, deski, narzędzia ciesielskie,
- zboże, siano, słoma, len, konopie,
- beczki smoły, żywicy, oleju czy tłuszczów,
- materiały tekstylne: płótna, sukno, stare ubrania.
Te właśnie kondygnacje były zwykle najbardziej „dziką” częścią domu – bez stałego nadzoru, często bez podłóg w pełnym rozumieniu, z labiryntem belek i przypadkowych przegród. Jeśli ogień dotarł na poddasze, zamieniał je w gigantyczną lampę oliwną, z której płonące elementy spadały na ulicę i sąsiednie dachy.
Stąd częste w przepisach miejskich zalecenia, aby:
- ograniczać składowanie siana i słomy w obrębie murów miejskich,
- lokalizować większe spichlerze przy bramach lub nad wodą,
- komory ze zbożem i tekstyliami zabezpieczać murowanymi ścianami i sklepieniami, przynajmniej od strony sąsiadów.
W miastach portowych, jak Gdańsk czy Elbląg, rozwijał się model wyspecjalizowanych spichlerzy – osobnych, często wolno stojących budynków magazynowych, które miały przejąć funkcję „magazynu ryzyka” z prywatnych kamienic. To również element stopniowego wypychania drewnianych, łatwopalnych funkcji z najbardziej gęstej tkanki miejskiej.
Rzemiosła wysokiego ryzyka wśród drewnianej zabudowy
Drewno w mieście było nie tylko w ścianach i stropach, ale też w samym profilu działalności gospodarczej. Szereg zawodów z definicji generował podwyższone ryzyko pożaru:
- kowale, odlewnicy, rusznikarze – ogień otwarty, żar, iskry,
- piekarze, piwowarzy, gorzelnicy – intensywne użytkowanie palenisk,
- smolarze, dziegciarze, producenci smoły i terpentyny – praca z wyjątkowo łatwopalnymi substancjami,
- stolarze, cieśle, bednarze – duże ilości drewna, wiórów, trocin.
W średniowieczu wiele z tych warsztatów funkcjonowało w zwykłych pierzejach ulicznych, wkomponowanych w drewniano-murowaną zabudowę. Po serii pożarów zaczęto:
- przenosić warsztaty kowalskie, smolarnie i piece wapienne poza mury lub do wyraźnie wyznaczonych stref,
- wymagać, by piekarnie i browary miały osobne budynki piecowe albo przynajmniej murowane przybudówki z własnym dachem,
- ograniczać możliwość „łączenia funkcji” – np. zakazano trzymania dużej ilości drewna opałowego bezpośrednio przy pomieszczeniach produkcyjnych.
W aktach miejskich często pojawiają się skargi sąsiadów na „niebezpieczne rzemiosła” za ścianą. Rady miast stopniowo zamieniały te konflikty w konkretny przepis: jeżeli warsztat generuje ogień, musi być oddzielony od mieszkalnej drewnianej zabudowy określoną ścianą, odległością lub rozwiązaniem konstrukcyjnym.

Od drewnianego miasta do regulacji murowania
Pierwsze strefy murowanej zabudowy
Gdy powtarzające się pożary zaczęły uderzać w gospodarkę i prestiż miast, władze miejskie wprowadzały strefy obowiązkowej zabudowy murowanej. Zwykle obejmowały one:
- rynek i najbliższe kwartały,
- główne ulice handlowe,
- okolice ratusza, kościołów parafialnych i ważnych budynków publicznych.
W tych rejonach ograniczano użycie drewna do:
- stropów, więźby dachowej i niektórych elementów wewnętrznych,
- konstrukcji okien, drzwi, schodów, lecz już nie całych ścian zewnętrznych.
Fasady frontowe miały być wykonane z cegły lub kamienia, tynkowane i pozbawione odkrytych, drewnianych szkieletów. Pozwalało to ograniczyć rozprzestrzenianie się ognia „po linii ulicy” i tworzyło pierwsze, symboliczne rozgraniczenie: reprezentacyjny, murowany środek miasta kontra drewniane przedmieścia.
Proces ten nie przebiegał równomiernie. W bogatszych miastach prawo wymuszało szybciej modernizację, w mniej zamożnych miejscowościach stosowano liczne wyjątki, opóźnienia oraz kompromisy w rodzaju:
- murów pruskich z wymogiem tynkowania od strony ulicy,
- murowanych tylko ścian szczytowych lub od strony sąsiada,
- nadbudówek drewnianych na murowanych parterach.
Ograniczenia wysokości i rozwoju w górę
Inny kierunek regulacji dotyczył wysokości budynków drewnianych. Doświadczenie pożarowe pokazywało, że:
- im wyższy drewniany dom, tym łatwiej przerzuca ogień na sąsiadów,
- poddasza są szczególnie trudne do gaszenia,
- przewrócenie się wysokiej, płonącej ściany działa jak pochodnia dla całej ulicy.
Zaczęły się więc pojawiać ograniczenia, np.:
- maksymalna liczba kondygnacji dla domów z przewagą drewna,
- zakaz wykonywania mansard i nadwieszeń w konstrukcji drewnianej nad określoną wysokością,
- wymóg murowania ścian szczytowych domów wyższych niż sąsiednie.
W praktyce oznaczało to stopniowe spłaszczanie sylwety drewnianego miasta. Najwyższe, najbardziej widoczne i eksponowane obiekty – wieże, kamienice narożne, budynki publiczne – musiały być w coraz większym stopniu murowane, nawet jeśli wnętrza nadal pozostawały drewniane.
Mury ogniowe i podziały przeciwpożarowe
Jednym z najskuteczniejszych rozwiązań były mury ogniowe – ściany wysunięte ponad poziom dachu, murowane i pozbawione otworów. Ich rola polegała na:
- ograniczeniu przerzutu płomieni z jednego dachu na drugi,
- tworzeniu pionowych granic, które wolniej ulegały zniszczeniu w wysokich temperaturach,
- zapewnieniu, że choć część kwartału zatrzyma ogień w miejscu powstania.
Mury ogniowe zaczęto wprowadzać najpierw między sąsiadującymi kamienicami w centrum, a następnie także w zabudowie przedmiejskiej. W przepisach pojawiały się warunki:
- minimalnej grubości i wysokości muru w stosunku do sąsiednich dachów,
- zakazu przeprowadzania przez mur drewnianych belek i więźby,
- wymogu pełnego otynkowania muru po obu stronach.
Stopniowo rodziło się pojęcie podziału przeciwpożarowego w skali budynku i kwartału. Zaczęto myśleć o mieście jak o układzie „komór” – jeśli jedna zajmie się ogniem, następna ma przetrwać przynajmniej tyle, by możliwa była interwencja.
Od lokalnych przepisów do ogólnych regulacji budowlanych
Standaryzacja po zaborach i wielkich pożarach
W okresie zaborów do polskich miast przenikały państwowe regulacje budowlane Prus, Austrii i Rosji. Każde z tych państw miało własną tradycję „ustaw ogniowych”, ale wspólny mianownik był podobny:
- precyzyjne definicje budynków murowanych i drewnianych,
- klasy budynków ze względu na odporność ogniową,
- strefy, gdzie drewno było dozwolone w większym lub mniejszym zakresie.
Po dużych pożarach w XIX wieku wprowadzano kolejne nowelizacje. Typowe zaostrzenia dotyczyły:
- zakazu wznoszenia nowych domów całkowicie drewnianych w określonym promieniu od rynków i dworców kolejowych,
- wymogu murowania ścian zewnętrznych przy ulicach głównych, nawet jeśli wnętrze pozostawało drewniane,
- konieczności uzyskania zgody władz budowlanych na każdą konstrukcję drewnianą widoczną od strony ulicy.
Pod koniec XIX wieku w wielu miastach Królestwa Polskiego, Galicji czy zaboru pruskiego obowiązywał już wyraźny model: centrum murowane, obrzeża – z reglamentowanym drewnem, wsie podmiejskie – wciąż głównie drewniane. Granice te wynikały z przepisów, ale również z ekonomii: cegła i kamień były droższe, jednak w centrum łatwiej było uzasadnić inwestycję.
Pierwsze krajowe normy II Rzeczypospolitej
Po odzyskaniu niepodległości pojawiła się potrzeba ujednolicenia przepisów pochodzących z trzech różnych systemów zaborczych. W dwudziestoleciu międzywojennym formułowano więc wspólne zasady, które:
- określały minimalne wymagania dla budynków drewnianych w miastach,
- definiowały strefy pożarowe i klasy odporności ogniowej,
- wiązały projektowanie budynków z planowaniem ulic, placów i dróg pożarowych.
W praktyce nie oznaczało to całkowitego wykluczenia drewna. Kamienice wznoszono z żelbetu lub cegły, ale wciąż:
- stosowano drewniane stropy i więźby w budynkach niższych kategorii,
- budowano drewniane oficyny gospodarcze, szopy i składy w drugiej linii zabudowy,
- projektowano drewnianą architekturę letniskową na obrzeżach wielkich miast (m.in. w otoczeniu Warszawy, Krakowa, Lwowa).
Różnica polegała na tym, że drewnem nie wolno już było „dowolnie” wypełniać ogniw miejskiej struktury. Każdy budynek był oceniany pod kątem kategorii pożarowej, a materiał stawał się elementem formalnej klasyfikacji technicznej.
Drewno w mieście w XX i XXI wieku – między zakazem a renesansem
Powojenne upraszczanie: beton, cegła, prefabrykat
Po II wojnie światowej rozwój budownictwa uprzemysłowionego i potrzeba szybkiej odbudowy skłoniły do preferowania:
- konstrukcji żelbetowych i stalowych,
- ceramiki budowlanej i prefabrykatów,
- ograniczenia roli drewna do więźb, stolarki oraz lekkich nadbudów.
W wielu miastach PRL prognozowano wręcz zanik drewnianej substancji mieszkaniowej w granicach administracyjnych. Drewniane domy traktowano jako przejściowe, „do rozbiórki przy najbliższej modernizacji”. Przepisy pożarowe były restrykcyjne:
- ograniczały wysokość i gabaryty budynków drewnianych,
- wprowadzały zakaz sytuowania nowej zabudowy drewnianej w wielu strefach śródmiejskich,
- narzucały klasy odporności ogniowej praktycznie nieosiągalne dla tradycyjnej konstrukcji drewnianej bez dodatkowych zabezpieczeń.
Drewno stało się więc w praktyce materiałem drugoplanowym w mieście – obecnym, ale rzadko w głównym szkielecie nośnym budynków mieszkalnych i użyteczności publicznej.
Nowe technologie a zmiana postrzegania zagrożeń
Końcówka XX i początek XXI wieku przyniosły jednak istotną zmianę. Pojawiły się:
- płyty CLT i LVL oraz inne drewno klejone warstwowo,
- impregnaty ogniochronne o kontrolowanych parametrach,
- systemy suchej zabudowy (płyty g-k, g-w) w roli osłon o klasie ognioodporności.
Nowe konstrukcje drewniane zaczęły zachowywać się w pożarze w sposób bardziej przewidywalny niż dawne, lekkie szkielety. Masywne elementy klejone zwęglają się powoli, zachowując przez pewien czas nośność. Dzięki temu możliwe stało się projektowanie stropów i słupów drewnianych w wysokich klasach odporności ogniowej, bez całkowitego obudowywania ich betonem lub cegłą.
Aktualne polskie przepisy a drewniane konstrukcje w miastach
Współczesne regulacje w Polsce traktują konstrukcje drewniane jak pełnoprawny system budowlany, ale z zestawem dodatkowych warunków przeciwpożarowych. Oś regulacji wyznaczają dziś:
- Warunki Techniczne określające wymagane klasy odporności ogniowej elementów,
- podział budynków na kategorie zagrożenia ludzi (ZL) i klasy wysokości,
- wymóg stosowania wyrobów posiadających odpowiednie klasyfikacje ogniowe (reakcja na ogień, odporność ogniowa).
Dla drewna oznacza to przede wszystkim konieczność:
- wykazania nośności konstrukcji w pożarze przez określony czas (klasy R, REI),
- ograniczenia powierzchni nieosłoniętych elementów palnych na drogach ewakuacji i w strefach wysokiego ryzyka,
- stosowania rozwiązań systemowych zamiast „warsztatowych” improwizacji.
Konstrukcje z CLT czy drewna klejonego trafiają do przepisowej „szufladki” budynek o konstrukcji palnej, ale dzięki masywności i osłonom z płyt g-k mogą osiągać parametry zbliżone do obiektów murowanych. Kluczowe jest udokumentowanie tego w projekcie i w badaniach ogniowych systemu, a nie tylko samego materiału.
Wysokość, przeznaczenie, ekspozycja drewna
Obecnie decydują nie tylko sam materiał, ale także:
- wysokość i liczba kondygnacji,
- funkcja budynku (mieszkalna, biurowa, usługowa, użyteczność publiczna),
- czy drewno jest odsłonięte wewnątrz / na elewacji, czy całkowicie osłonięte.
W niższych obiektach mieszkalnych i usługowych możliwe jest dziś:
- stosowanie odsłoniętych stropów i słupów z drewna klejonego w częściach mieszkalnych,
- lokalne odsłonięcie drewna na klatkach schodowych, jeśli reszta spełnia wyższą klasę odporności,
- użycie drewnianych okładzin elewacyjnych pod warunkiem podziału ich na mniejsze pola i zabezpieczenia podkonstrukcji.
W budynkach wyższych (np. powyżej 25 m) wymogi rosną. Drewniana konstrukcja może być dopuszczona, ale:
- najczęściej jest schowana za obudową ogniochronną,
- drogi ewakuacji projektuje się w technologiach niepalnych (trzony żelbetowe, szyby windowe, klatki typu N lub S),
- łączenia z sąsiednią zabudową wymagają dodatkowej separacji ogniowej.
Prowadzi to w praktyce do hybryd: rdzeń budynku i kluczowe elementy ewakuacji są murowane/żelbetowe, a kondygnacje mieszkalne i biurowe powstają w technologii drewnianej.
Nowe „mury ogniowe” w drewnianej zabudowie wielorodzinnej
Wraz z rozwojem większych budynków drewnianych wraca idea dawnych murów ogniowych, ale w nowej, systemowej formie. Współczesny podział przeciwpożarowy w budynkach z CLT czy szkieletu drewnianego obejmuje m.in.:
- ściany oddzielenia przeciwpożarowego w konstrukcji niepalnej (żelbet / silikat) lub odpowiednio zaprojektowanego CLT,
- przerwy dylatacyjne wypełnione materiałami niepalnymi,
- pionowe i poziome pasy niepalne na elewacjach i dachach.
W praktyce projektowej oznacza to:
- dzielenie długich ciągów korytarzy i galerii na mniejsze odcinki,
- wyznaczanie nieprzekraczalnych granic stref pożarowych na poziomie kondygnacji,
- łączenie elementów drewnianych tak, aby zminimalizować ryzyko „przebicia” ognia przez złącza.
Przykładem może być niski budynek wielorodzinny z galeriami zewnętrznymi: konstrukcja kondygnacji jest drewniana, ale ściany między klatkami schodowymi i galeriami wykonuje się z żelbetu, a balustrady i poszycie galerii dzieli na odcinki oddzielone niepalnymi przegrodami.
Drewno na elewacjach: ograniczenia rozprzestrzeniania ognia
Jednym z tematów, który budzi najwięcej dyskusji, są drewniane elewacje w mieście. Seria pożarów wysokich budynków z łatwopalnymi okładzinami (głównie z tworzyw) spowodowała, że projektanci dużo uważniej podchodzą do fasad.
W przypadku drewna nacisk kładziony jest na:
- klasyfikację ogniową systemu elewacyjnego jako całości (okładzina + ruszt + izolacja),
- podziały pionowe i poziome w okładzinie – np. pasy niepalne co kilka kondygnacji,
- detale wokół okien i drzwi, aby ograniczyć efekt „komina” w szczelinach wentylacyjnych.
Stosowane są m.in.:
- impregnaty ogniochronne i fabryczne modyfikacje drewna,
- niepalne lub trudno zapalne podkonstrukcje i izolacje (wełna mineralna zamiast styropianu),
- pasy z blachy, płyt włóknocementowych lub tynku pomiędzy kondygnacjami.
Dzięki temu drewno może być widoczne na elewacji nawet w strefach o wyższym ryzyku, ale z rygorystycznie dopracowanym detalem ogniowym. W gęstej zabudowie śródmiejskiej często wybiera się rozwiązania mieszane: parter i pierwsze piętro z okładziną niepalną, wyżej – drewno.
Drewno a przepisy dotyczące dróg pożarowych i dostępności
Współczesne regulacje nie kończą się na konstrukcji. Materiał ma bezpośrednie przełożenie na organizację dojazdu i działań ratowniczych. Służby pożarnicze zwracają uwagę, że:
- wysokie budynki drewniane wymagają szczególnie przewidywalnego zachowania konstrukcji w pożarze,
- czas bezpiecznego działania straży musi być zapewniony przez odpowiednią klasę odporności ogniowej,
- otoczenie budynku (dziedzińce, podcienia, balkony) nie może utrudniać dojścia i rozstawienia sprzętu.
W projektach urbanistycznych przejawia się to np. poprzez:
- wymóg wyznaczania dróg pożarowych z odpowiednim promieniem skrętu i nośnością,
- ograniczenie głębokości zabudowy bez bezpośredniego dostępu z zewnątrz,
- zakaz sytuowania kondensacji materiałów palnych (składy, pergole, mała architektura) w newralgicznych strefach.
W drewnianych osiedlach wielorodzinnych częstym rozwiązaniem są czytelne, szerokie ciągi pieszo-jezdne i place wewnętrzne, które w razie potrzeby stają się platformą manewrową dla pojazdów straży.
Miasto jako archipelag „drewnianych wysp”
Rozwój nowoczesnych technologii nie zlikwidował historycznego napięcia między bezpieczeństwem pożarowym a stosowaniem drewna. Zmienił za to skalę i logikę ograniczeń. Współczesne planowanie częściej zakłada selektywne wprowadzanie drewnianych kwartałów zamiast jednolitego „drewnianego miasta”.
Taki „archipelag” ma kilka cech wspólnych z dawnymi rozwiązaniami:
- kwartały i zespoły drewniane są otoczone drogami, placami lub terenami zielonymi pełniącymi rolę stref buforowych,
- między drewnem a starszą, gęstą zabudową murowaną często wprowadza się pas zabudowy hybrydowej lub usługowej,
- poszczególne budynki wchodzące w skład takiego kwartału mają ściśle zdefiniowane granice stref pożarowych.
Przykładowo: nowy zespół mieszkaniowy z CLT może powstać w rejonie dawnych terenów przemysłowych, ale od strony historycznego centrum oddziela się go szeroką ulicą, parkiem linearnym lub torami. Na styku strefy drewnianej i murowanej lokuje się obiekty usługowe o konstrukcji niepalnej, które pełnią funkcję bufora.
Adaptacje starych budynków z drewnianą konstrukcją
Odrębnym problemem są istniejące kamienice i domy z drewnianymi stropami i więźbami. W wielu polskich miastach to właśnie one stanowią największe realne ryzyko pożarowe, zwłaszcza tam, gdzie:
- instalacje elektryczne są przestarzałe,
- poddasza pełnią funkcję nielegalnych magazynów,
- brakuje podziałów przeciwpożarowych między lokalami i klatkami.
Podejście konserwatorskie i przeciwpożarowe szuka tu kompromisu między zachowaniem substancji zabytkowej a podniesieniem bezpieczeństwa. Stosuje się m.in.:
- nadbijanie od spodu stropów warstwą płyt ogniochronnych,
- wprowadzanie niepalnych przekładek przy ścianach działowych i kominach,
- wydzielanie klatek schodowych przegrodami o wyższej klasie odporności,
- modernizację instalacji z wykorzystaniem tras kablowych o podwyższonej odporności na ogień.
Przykład z praktyki: przebudowa zabytkowej czynszówki na funkcje biurowo-usługowe często wymaga pozostawienia drewnianej więźby jako elementu ekspozycji, ale przy jednoczesnym wykonaniu nad nią nowej, niepalnej przegrody dachu – pełniącej funkcję bariery dla rozprzestrzeniania się ognia.
Nowe wyzwania: magazyny, hale i obiekty użyteczności publicznej z drewna
Kolejnym obszarem, który generuje pytania po stronie straży i nadzoru budowlanego, są duże kubatury z drewna w mieście: hale sportowe, pawilony wystawowe, magazyny logistyczne. Tutaj na pierwszy plan wysuwają się:
- znaczne rozpiętości konstrukcyjne,
- wysokie obciążenie ogniowe (magazyny, archiwa, sklepy wielkopowierzchniowe),
- duże otwarte przestrzenie, w których pożar może rozwijać się dynamicznie.
Rozwiązania projektowe obejmują m.in.:
- stosowanie słupów i dźwigarów z drewna klejonego o dużych przekrojach, zaprojektowanych na wielominutową odporność ogniową,
- automatyczne instalacje tryskaczowe lub zraszaczowe,
- systemy oddymiania grawitacyjnego i mechanicznego,
- wydzielanie stref składowania o podniesionej odporności.
W obiektach z udziałem publiczności (hale, centra kultury) dodatkowo analizuje się ewakuację przy częściowym zawaleniu się konstrukcji. Drewno klejone, dzięki przewidywalnemu zwęglaniu, może oferować czytelniejszy margines bezpieczeństwa niż niektóre lekkie systemy stalowe, które w wysokiej temperaturze tracą nośność nagle.
Drewno w politykach miejskich i strategiach klimatycznych
W wielu miastach europejskich drewno pojawia się dziś nie tylko w kontekście estetyki czy tradycji, lecz także polityki klimatycznej. Lokalne dokumenty strategiczne i konkursy urbanistyczne coraz częściej premiują:
- niski ślad węglowy materiałów budowlanych,
- możliwość demontażu i ponownego wykorzystania elementów,
- krótszy cykl budowy i mniejszą uciążliwość prac dla sąsiadów.
Drewno wpisuje się w te założenia, ale równolegle musi spełnić twarde wymagania przeciwpożarowe. Dlatego nowoczesne strategie miejskie coraz rzadziej formułują proste zakazy („bez drewna w śródmieściu”), a częściej:
- określają strefy, w których można testować innowacyjne systemy drewniane (np. dzielnice rozwojowe, tereny pokolejowe),
- wprowadzają standardy projektowania pożarowego (np. wymóg symulacji pożarowych dla większych obiektów drewnianych),
- zachęcają do przeglądów i modernizacji istniejących drewnianych budynków zamiast ich automatycznej rozbiórki.
W ten sposób powstaje nowa równowaga: drewno wraca do miasta jako materiał zaawansowany technologicznie, ale w ścisłym dialogu z przepisami pożarowymi i planistyką miejską, które kształtowały jego obecność w przestrzeni od wieków.
Najczęściej zadawane pytania (FAQ)
Dlaczego kiedyś budowano miasta głównie z drewna?
Drewno było przez stulecia podstawowym materiałem budowlanym w miastach Europy Środkowej i Północnej, ponieważ było łatwo dostępne, stosunkowo tanie i proste w obróbce. Pozwalało szybko wznosić zarówno domy mieszkalne, jak i budynki gospodarcze, magazyny czy konstrukcje mostów.
Murowane obiekty – kościoły, ratusze, mury obronne czy pojedyncze kamienice – stanowiły raczej wyjątek i symbol prestiżu. Codzienna, „zwykła” tkanka miejska składała się głównie z domów szkieletowych i zrębowych, często łączących pod jednym dachem funkcje mieszkalne i warsztatowe.
Dlaczego drewniana zabudowa miejska była tak podatna na pożary?
Drewniane miasta miały ogromny potencjał pożarowy ze względu na gęstą zabudowę, bardzo małe odstępy między budynkami oraz powszechne stosowanie łatwopalnych pokryć dachowych (gont, strzecha, dranica). Ogień mógł w kilka minut przenosić się z domu na dom przez dachy, okna czy wysunięte elementy konstrukcji.
Sytuację pogarszał sposób życia: otwarte paleniska, piece, kuźnie i piekarnie funkcjonowały w bezpośrednim sąsiedztwie drewnianych ścian i stropów, a magazyny zboża, płótna czy smoły lokowano na poddaszach i w suterenach, często pod tym samym dachem co mieszkania.
Jakie elementy historycznej zabudowy najbardziej sprzyjały rozprzestrzenianiu się ognia?
Na szybkie rozprzestrzenianie się pożarów wpływało kilka typowych cech dawnego planowania i konstrukcji:
- bardzo małe odległości między budynkami lub zabudowa „ściana w ścianę”,
- wąskie ulice działające jak kanały dla gorącego powietrza i dymu,
- dachy pokryte łatwopalnymi materiałami, tworzące niemal ciągłą powierzchnię ognia,
- brak wydzielonych, ognioodpornych klatek schodowych – schody z drewna były jednocześnie drogą ewakuacji i kanałem pożaru,
- wspólne ściany i konstrukcje ryglowe, w których przy wysokiej temperaturze drewniane słupy traciły nośność.
W efekcie pojedynczy pożar rzadko kończył się na jednym domu i bardzo często obejmował całe kwartały miasta.
Jak wielkie pożary miast wpłynęły na przepisy budowlane dotyczące drewna?
Katastrofalne pożary w Gdańsku, Krakowie, Warszawie i innych ośrodkach stały się bezpośrednim impulsem do wprowadzania lokalnych regulacji ograniczających stosowanie drewna. Po każdym dużym pożarze rady miejskie analizowały straty i ogłaszały nowe zasady dotyczące m.in. dachów, kominów, magazynowania materiałów łatwopalnych czy minimalnych odstępów między domami.
Z czasem te reaktywne decyzje zaczęły przekształcać się w bardziej systematyczne „prawo ogniowe”, które stopniowo wypierało drewno z najważniejszych elementów konstrukcyjnych i reprezentacyjnych części miast.
Kiedy zaczęto traktować drewno w miastach jako zagrożenie, a nie zaletę?
Początkowo pożary postrzegano głównie jako wynik nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, „kary boskiej” albo ludzkiego niedbalstwa. Dopiero powtarzające się wielkie pożary, niszczące nie tylko drewniane domy, ale i murowane świątynie, archiwa czy bogate kamienice, skłoniły władze do refleksji nad samym sposobem budowania.
W kronikach i uchwałach rad miejskich zaczęły pojawiać się sformułowania wprost wskazujące na niebezpieczeństwo „ciasnej, drewnianej zabudowy”. Od tego momentu drewno coraz częściej postrzegano jako materiał ryzykowny w zabudowie miejskiej, zwłaszcza w centrach i przy głównych traktach.
Jakie przepisy i zakazy ograniczały drewnianą zabudowę w dawnych miastach?
W średniowieczu i wczesnej nowożytności regulacje miały charakter lokalny. Najważniejszymi narzędziami były wilkierze miejskie (uchwały rad), edykty królewskie lub książęce oraz tzw. ustawy ogniowe. Określały one m.in.:
- zakazy stosowania drewnianych pokryć dachowych w określonych strefach miasta,
- wymóg murów ogniowych między parcelami, zwłaszcza w centrum,
- minimalne odstępy między budynkami lub obowiązek murowania ścian od strony ulicy,
- zasady budowy i utrzymania kominów, pieców oraz składowania smoły, żywicy czy zboża.
Takie regulacje nie eliminowały drewna całkowicie, ale raczej „spychały” je z centralnych dzielnic na obrzeża oraz ograniczały jego udział w najbardziej newralgicznych elementach konstrukcyjnych.
Czym były historyczne „ustawy ogniowe” i wilkierze dotyczące pożarów?
„Ustawy ogniowe” to lokalne zbiory przepisów poświęcone ochronie przeciwpożarowej. Określały one zarówno wymagania techniczne (materiały, konstrukcje, odległości między budynkami), jak i obowiązki mieszkańców w razie pożaru (udział w gaszeniu, utrzymanie sprzętu przeciwpożarowego).
Wilkierze miejskie były szerszym zbiorem uchwał rad miejskich dotyczących porządku, bezpieczeństwa i zabudowy. Po większych pożarach często aktualizowano je o szczegółowe zakazy i nakazy związane z drewnem – np. ograniczenia budowy drewnianych domów w obrębie murów miejskich czy wymogi stosowania cegły przy nowych inwestycjach.
Kluczowe obserwacje
- Przez stulecia drewno było podstawowym materiałem w miastach Europy Środkowej i Północnej ze względu na dostępność, łatwość obróbki i niski koszt, co skutkowało dominacją drewnianej zabudowy w większości kwartałów miejskich.
- Struktura dawnych miast – gęsta, drewniana zabudowa, wspólne ściany, małe odstępy między budynkami i łatwopalne pokrycia dachowe – tworzyła ogromny potencjał pożarowy, w którym ogień mógł błyskawicznie przechodzić z domu na dom.
- Codzienne funkcjonowanie miasta (otwarte paleniska, piece, kuźnie, magazyny zboża i tkanin, przechowywanie smoły i żywic w domach) sprawiało, że cała tkanka miejska działała jak jeden wielki, łatwopalny magazyn.
- Typowe rozwiązania konstrukcyjne – brak wydzielonych klatek schodowych, drewniane schody pełniące jednocześnie funkcję dróg ewakuacji, dachy z gontu lub strzechy oraz konstrukcje szkieletowe – sprzyjały szybkiemu rozprzestrzenianiu się ognia i dymu.
- Wielkie pożary miast (m.in. w Gdańsku, Warszawie, Krakowie) stały się bezpośrednim impulsem do tworzenia regulacji: ograniczeń stosowania drewna, zakazów gontu, wprowadzania murów ogniowych i porządkowania lokalizacji magazynów łatwopalnych.
- Stopniowo zmieniało się postrzeganie drewna – z naturalnego i „oczywistego” materiału budowlanego stało się ono elementem systemowego ryzyka, co skłoniło władze do wypierania go z kluczowych konstrukcji i reprezentacyjnych części miast.






